Lokalny patriotyzm na zakupach- case study

Dość nowym trendem stało się ostatnio propagowanie lokalnych produktów. Zgodnie z przekonaniem, że co nasze to lepsze, między innymi Lidl postawił na polskie produkty, a Staropolanka postanowiła wejść we współpracę z polską marką street wear’ową. Dzisiaj przeanalizuję dwa przypadki: jak dobrze się wypromować zgodnie z tą ideą i czego lepiej unikać…

Zacznijmy od globalizacji, która do tej pory kierowała polskim rynkiem. Dążyliśmy do tego, żeby jak najbardziej upodobnić swoje zachowania konsumenckie do tych z Europy Zachodniej i Ameryki Północnej. Pewnego dnia rynek już się nasycił i zachodnie kraje zaczęły promować lokalne produkty. Oczywiście zachodni trend rozprzestrzenił się dalej i dotarł do Polski. Zaczęliśmy odkrywać zalety tego, co nasze, począwszy od wakacji nad polskim morzem, a na polskich jogurtach skończywszy. Zainteresowaliśmy się tym, jakie firmy są rzeczywiście z naszego kraju, żeby kupować ich produkty i tym sposobem napędzać gospodarkę. W efekcie małe przedsiębiorstwa wygrywały na rynku tym, że są lokalne. W odpowiedzi wiele dużych marek zaczęło tworzyć produkty specjalnie na nasz rynek, tak jak na przykład Lidl.

obrazek przedstawia trend lokalnego patriotyzmu w marketingu na przykładzie marki Lidl

Lidl szybko poznał się na realiach panujących w naszym kraju. Wystarczy spojrzeć na reklamę „Tygodnia polskich marek”– nic bardziej nie przyciąga klientów, jak docenienie ich lokalnej kultury i postawienie na to, do czego są najbardziej przywiązani.

Być może tym tropem chciała pójść też Staropolanka, która w Dniu Flagi ogłosiła swoją współpracę z inną polską marką. Efekt kampanii był zupełnie odwrotny. Fala negatywnych komentarzy przeszła przez wszelkie media społecznościowe, fora, grupy i blogi branżowe. Błąd był bardzo prosty i pewnie dla wielu oczywisty- poglądy polityczne nie powinny być mieszane z żadnym produktem. Wątpię, żeby Staropolanka nie znała firmy Red is Bad na tyle, żeby nie wiedzieć, że w Polsce jest to marka dość kontrowersyjna.

obrazek przedstawia trend lokalnego patriotyzmu na przykładzie marki Staropolanka i Red is Bad

Być może mieli w tym też swój cel- wzbudzić zainteresowanie poprzez kontrowersję, ale nie jestem pewna, czy wyszło to na dobre. Na ich profilu na Facebooku pojawiają się też pozytywne komentarze, ale w porównaniu z niemal tysiącem opinii o nacjonalistycznych zapędach Staropolanki, są one naprawdę mało widoczne. Całe szczęście szybko się zrehabilitowali dobrą grafiką z husarzem „wypływającym” z butelki wody. Zdecydowanie dużo lepszy zabieg- nawiązanie do historii, ale bez stąpania po cienkiej granicy konfliktu z klientem. Komentarzy pod postem jest już tylko 180, a nie 1010 jak po udostępnieniu zdjęcia Red is Bad, ale trzeba przyznać- jeśli taki sposób promocji był zamierzony, to jest to dość odważne posunięcie.

Podsumowując, powiem krótko: obserwujcie przede wszystkim nastroje w kraju, w którym planujecie rozpoczęcie kampanii marketingowej. Bardzo skuteczny jest trend lokalnego patriotyzmu w promocji, ale granica między patriotyzmem a nacjonalizmem może okazać się bardzo cienka.

wzór studio graficzne - reklama logo

Blog Konkret Marketing wspiera graficznie

Logo studio graficzne Wzór